wielkopolski     
Wszyscy artyści...
górnośląski
łódzki
warszawski
małopolski
dolnośląski
wschodni
pomorski
"wyje bana w lesie" czyli gwiżdże pociąg w Puszczy Noteckiej

Pamiętaj! Dziedzictwo narodowe leży w Twoich rękach. Ach!

Tutaj jest księga dla Gości

Not pseudobiograficznych nie autoryzowano.
Nikt nigdy i nigdzie nie zamierzał ich autoryzować.
Żadnej z not nie można traktować poważnie.
To be or not to be?
To dopiero kłeszczon!


..............................................................................
C

CZEREPOK, HUBERT - Stypendysta z Norwegii, Holandii, Ministerstwa Kultury i Sztuki i skąd tam jeszcze, duszną atmosferę stołeczną zamienił na Zakopane choć pracuje obecnie w Poznaniu na tamtejszej ASP, a w Bytomiu systematycznie realizuje swoje projekty – jak widać Polska i Europa nie mają dla niego miejsc odległych mimo, że nie opanował jeszcze sztuki teleportacji.

D

DZIAMSKI, Grzegorz - profesor pełna facjata i całą sylwetką, filozof, esteta, w dyskusji nie do przegadania - oprócz gruntownej wiedzy z zakresu wymienionych dziedzin posiada wypasioną wiedzę o erystyce, postmodernizm nie ma dla niego zakamarków, czy zaułków, po awangardzie, postmodernizmie i wreszcie całej sztuce najnowszej porusza się jak smakosz po głównej sali swojej ulubionej restauracji, pewnym mankamentem w dyskusji jest to, że nie przyjmuje innych punktów widzenia niż własny, jedną z jego ulubionych gier jest "Tak ale" (04.01.08)

K

KAROLAK, Wiesław - wierzy w wychowanie przez sztukę i realizuje sie w tym, a dokładnie realizuje w wielu mediach (obiekty artystyczne, happening, performance, sztuka akcji, mail art, warsztaty artystyczne, teatr, film). Robi sobie wystawy w Galeriach, Muzeach, Centrach Artystycznych, Uczelniach, w kraju (Łódź, Poznań, Warszawa, Wrocław, Zielona Góra) i za granicą (w Anglii, Austrii, Brazylii, Finlandii, w Niemczech, Norwegii, USA). Gdyby robił to tylko z przekonania i nie wiązałby sie z WSHE w Łodzi, a przez to nie rozmieniał na drobne. Na szczęście mówi, że drugi dom ma we Włoszech, a nie w Łodzi. Uff...

KIEBZAK, Przemysław - urodził się w Poznaniu 1973 roku, uzdolniony plastycznie ale niepełnosprawny - jest uczestnikiem warsztatów Terapii Zajęciowej "Krzemień" w Poznaniu, gdzie ujawniły się jego uzdolnienia plastyczne. Rysuje cienkopisem pracowicie uwieczniając piórka papużki, czy bruzdy na odwłoku owada. Tworzy głównie w tej technice najróżniejsze
zwierzęta, podpisując je ładnym kaligraficznym pismem(jak w atlasie przyrodniczym), żeby nie było wątpliwości, co dana praca przedstawia. Lecz niepotrzebnie - i tak widać, co chciał autor narysować. Jego prace doskonale odzwierciedlają rzeczywistość. Przemek rysuje też to, co najczęściej spotyka na co dzień czyli miasto, ulicę, kościoły, stare kamienice, czasami ludzi. Miał już wystawę indywidualną, więc został w jakiś sposób doceniony. Gdy mówię mu ,że jest prawdziwym artystą- cieszy się, podaje mi rękę i prosi o podanie soczku (stoję właśnie przy stole z winem i innymi napojami). Mówi niewyraźnie ale można z nim prostymi zdaniami porozmawiać. Jego zwalista postać zupełnie nie pasuje do finezyjnych, pełnych delikatności prac. Mama mu towarzyszy i czasem pomaga mu coś wybrać z uszykowanych kanapek. Przemek jest cały czas pogodny, uśmiechnięty i szczęśliwy. Przyjmuje od różnych osób gratulacje, również zaproszonych na wystawę Niemców i cieszy się jak nastolatek, że jego prace są docenione. (nadesłała Mniszka Brudnica 22.07.008)


Ł

ŁĄCZNY, Jakub - ukończył w Łodzi Komunikację Audio -Wizualną w Pracowni prof. Józefa Robakowskiego. Studiował w Z.Górze malarstwo, a obecnie w tym roku kończy V rok tego szacownego kierunku w równie szacownym Poznaniu na ASP u Piotra C. Kowalskiego i Karoliny Wysockiej. Zainteresowania: malarstwo i sztuka video. Nie wiadomo czy z racji komunikacji interesuje się również łącznością. Skradziono mi w czasie wernisażu album z dedykacją Kuby przeznaczoną dla mnie. Niepocieszona, musiałam się zadowolić już takim katalogiem bez dedykacji. Z czego wróżę wielką przyszłość twórcy. Ponieważ już teraz kradną jego autografy-profilaktycznie i z myślą o przyszłości?(nadesłała Mniszka Brudnica 19.06.008)

M

MALIK, Jan - ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Poznaniu w 1975, Wystawiał indywidualnie 21 razy, a w zbiorowo ponad 150. Najczęściej maluje akrylami na płótnie. Interesuje się ulicami Poznania z perspektywy jamnika i chodnika. Główne tematy obrazów to miejskie chodniki, schody, drogi, dukty... Chodzące po nich zwierzęta, ludzkie nogi, pływający deszcz, jeżdżące rowery – cienie to tylko dodatek. Chodzi patrząc pod nogi, uważnie, w skupieniu. Ma widać nawyk patrzenia z piwnicznej perspektywy, okienka z sutereny. Sam twórca mówi, że nie zna prawie nikogo z poznańskich plastyków. Ponieważ nie obraca się w tych kręgach. Mieszka z dala od ludzi i kocha ciszę, a jego myśl i tworzenie wymagają spokoju i samotności. Potwierdza to jego żona, która mówi, że gdy on maluje, musi być absolutnie sam, nikt nie może mu przeszkadzać. Po prostu zamyka się, działa. Sam mówi, że lubi spokój, zwierzęta - szczególnie psy. A oddzielenie się od ludzi pozwala mu na skupienie się na danym pomyśle, obrazie i jego drobiazgowej realizacji. Nie chce się rozmieniać na drobne, tracić czasu na nieefektywne (jego zdaniem), a zabierające tylko czas spotkania towarzyskie. Woli te zaoszczędzone parę godzin przeznaczyć na tworzenie. W czasie wystawy Rozmawia głównie z żoną i przyjacielem, który go dobrze rozumie. W rozgardiaszu i pozbawionym spokoju miejscu nie można przecież wymyślić niczego sensownego. I to jest jak mówi artysta główne jego motto w działaniu. (nadesłała Mniszka Brudnica 22.07.008)

R

ROGALSKI, ZBYSZEK - po zakończeniu studiów w Poznańskiej ASP zwiał do Warszawy (konkretnie do rujnowanego szpitala na Woli) by z kolegą Czerpokiem założyć i rozwiązać duet/grupę Magisters

S

SKA ALEKSANDRA - biżuterystka, rzeźbiarka, projektantka odzieży, typ kobiety, który Rosjan z "Łuku Triumfalnego " E.M.Remarque'a nazwałby... a mniejsza o to. W 2003 uciekła z Łodzi do Poznania czyli za Zachód. Gdyby po awanturniczej przeszłości uciekała na wschód byłoby to nawet romantyczne, jednak oprócz zmiany nazwiska trzeba by dodać jeszcze parę innych cech romantycznej zmiany - na przykład odkupienie win (niekoniecznie ze sklepu monopolowego) i spowiedź (obok komunii to już drugi sakrament)

SKRZYPCZAK, Szymon - 23-letni student poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych, wygrał konkurs na logo Unii Europejskiej. Szymon Skrzypczak uczy się na II roku studiów zaocznych Wydziału Edukacji Artystycznej na kierunku edukacja artystyczna w zakresie sztuk plastycznych. Ukończył liceum plastyczne. Pochodzi z Piły, ale na co dzień mieszka w Poznaniu. Pracuje w firmie reklamowej. W konkursie pokonał 1700 uczestników - studentów oraz absolwentów uczelni plastycznych z ponad 20 państw UE, a także Bułgarii i Rumunii.
żródło: METRO - gazeta codzienna (28.12.06)

SOŁOWIEJ, Krzysztof - ur.1962 - Białystok. W 1997 roku ukończył w Lublinie IWA UMCS (nie mogę tego odszyfrować, a autor nie chciał mi powiedzieć!).Zrobił też w 1990 dyplom z wych. plast. w PWSSP i rysunek u Izabeli Gustowskiej - oba kierunki w Poznaniu. Obecnie mieszka i działa również w tym mieście. Zadaje mi same pytania. Przecież Pani też była kiedyś dzieckiem? I dlaczego zadaję tak banalne pytania-odnośnie jego inspiracji artystycznych? Pytaniami odpowiada na pytania. Wesoły żartowniś. Szczupły, niepozorny, chłopięca uroda. (nadesłała Mniszka Brudnica 21.06.08)

STĘPIŃSKI, Maciej - młody człowiek (1972), szczuplutki, odziany w czarną koszulkę z intrygującym angielskim napisem. Bierze kieliszek czerwonego wina i obracając w palcach, pije prawie godzinę. W krótkim słowie na otwarcie wystawy mówi, iż interesuje go zespolenie sztuk: teatru, muzyki i fotografii. Ale fotografii najmniej. I… prezentuje fotografie. Na prawie wszystkich pracach ukazuje jednolitą powierzchnię nieba zderzającą się z powierzchnią twardej nawierzchni – chodniki, mosty, drogi, dukty, wiadukty… Ruch i ludzka ręka i niebiańska ręka natury, przyrody, wszechświata, wszechczasów, bezkresu i nieskończoności. Instalacja (jedyna na tej wystawie poza fotografiami)przedstawia most na Warcie (poznaję ten zakątek, a może jest podobny?)o zachodzie słońca. Cały obraz drży i faluje, a w ciszy słychać dźwięki rzeczywiście wydawane przez wodę i zwierzęta. Taka gra ciszy. I sam Maciej cichy, spokojny, sprawiający wrażenie zamyślonego ciągle człowieka. No i cierpliwego. Ponieważ ja nie miałabym tyle spokoju w odbiorze dla jednego z pseudo – poetów, marudzącego mu ciągle w kółko to samo. A on spokojnie wysłuchuje jego dywagacje (ostinatowe) na temat sztuki. (przysłała Mniszka Brudnica, 17.06.08)


ciekawe miejsca w sieci


21.06.2008 godz. 19:00
Wernisaż wystawy malarstwa, Krzysztof Sołowiej
Galeria Ego – Poznań, ul.Wrocławska 19

Autor - zadaje mi same pytania. Przecież Pani też była kiedyś dzieckiem? I dlaczego zadaję tak banalne pytania odnośnie jego inspiracji artystycznych? Pytaniami odpowiada na pytania. Wesoły żartowniś. Szczupły, niepozorny, chłopięca uroda. Cała wystawa to dwa przylegające do siebie pomieszczenia. W jednym szklane ptaszki powieszone na ścianach, o umaszczeniu piór niespotykanym w przyrodzie. Mają wszystkie otwarte gardziołka. Śpiewają? Krzyczą? Na środku stoją dwie szklane postacie w wysokości pięciolatka. Zamiast twarzy mają serca. Czyżby artysta tak przejął się ideą Małego Księcia (Saint Exupery: "Patrz sercem" i "Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"). Obok jednej postaci (z ubioru młoda dama) stoi przy nodze też szklana jaszczurka? Ptaszek? W sąsiednim pomieszczeniu wiszą na ścianach prace o motywach roślinnych? Trochę przypominają ludowe wyszywanki, kwiaty ze snu? Na środku podłogi leży drewniany kocur-trochę nadnaturalnych rozmiarów. Takie sobie powiedzmy przerośnięte i wypasione spore kocisko. Odpoczywa na wznak, brzuchem do góry, zadowolony ,szczęśliwy, wypoczęty. Pyszczek ma wpółotwarty. Osoby mające dużo do czynienia z kotami, wiedzą iż tak się zachowują i wyglądają odpoczywające, leniuchujące i najedzone koty. Na brzuszku ma ten zwierzak guziczek ,który przy naciśnięciu wydaje śmiech zadowolenia. Goście tak się tym wesołkiem bawili, że po godzinie bateria się wyczerpała i kot zamilkł, przestał się śmiać i przerodził się w milczącą rzeźbę. Twórca na początku żartobliwie mnie przekonywał, iż to lis (a nie kot), tylko że w zielone prążki. Faktycznie, ten nieco przerośnięty kotek ma naturalny rudawy kolor drewna i pomalowany został w zielone paski. Więc ze względu na kolor i wielkość można by go uznać od biedy za jakiegoś koto-lisa? Jednak po pewnym czasie twórca prostuje swój żart: "To rzeczywiście jest-śmiejący się kot". Uchwycił twórca pięknie nawet znudzoną minkę tego mającego wszystko w nosie zwierzątka. I w prywatnej rozmowie Krzysztof mówi, że bardzo lubi koty. I zawsze je miał. Przychodziły do niego w różny sposób (podejrzewam, że je przygarniał z ulicy). Ale teraz ma psa! Z wypowiedzi skierowanych do przyjaciół, wynika iż autor śmiejącego się kota (który nie ukrywam, najbardziej z ekspozycji przypadł mi do gustu) sam jest trochę w realiach świata zagubiony. Rzeczywistość jest trochę podobna do snu (np. kolorowe, niespotykane na Ziemi ptaszki, dziwne rośliny, ogromny zielonoprążkowany kot), pozbawiona reguł, stałego porządku, zaszufladkowania. Pragniemy bezowocnie i bezskutecznie to wszystko posegregować i uładzić. Nazwać wrażenia, uporządkować nasze widzenie świata. Lecz nic nam z tych dążeń nie wychodzi. Sami przecież jesteśmy jednostkowymi indywidualnościami, pozbawionymi więc ściśle określonych granic reguł, bytami pełnych znaków zapytania. Może dlatego Krzysztof zamiast odpowiadać na zadawane jemu pytania, sam ciągle swego rozmówcę pyta? Chcąc uporządkować świat i uciec od niepewności, nieznanego zagłębia się w sztukę, religię ,codzienne działania. A może powrót do wspomnień z lat dziecinnych jest jakimś rozwiązaniem tych problemów i ucieczką do świata marzeń i snów?
P.S. Zapragnęłam przechodząc przedwczoraj Wrocławską pogłaskać tego demonicznego kota po brzuszku. Wstąpiłam do galerii Ego, a tam kotek się rozłożył na podłodze uśmiechnięty. Jest on podobno nie tylko moim ulubieńcem ale i gości galerii. "Bardzo go tu lubimy"- mówią mi też pracownicy wystawy. Pogłaskałam go po brzuszku i nacisnęłam guziczek. A koteczek w podziękowaniu za pieszczotę zaśmiał się złowieszczym i złowróżbnym śmiechem. Nowa bateryjka została włożona i kotek może się teraz ze mnie śmiać. (Mniszka Brudnica)


18.06.2008 godz.19.30
wernisaż wystawy malarstwa, Jakub Łączny
oddział PKO-siedziba nr V w Poznaniu os. Bolesława Śmiałego

Samo miejsce wystawy wprawiło mnie w zdumienie. PKO kojarzące się z komercjalizmem, materializmem i bankowością w mojej mentalności jest zaprzeczeniem awangardy artystycznej, która raczej pieniądzem nie pachnie. Sam zresztą artysta powiedział skromnie o sobie: "Jestem tylko ubogim studentem". Cichy, milczący, jakby nie potrafił się znaleźć w tej sytuacji pełnej blichtru , błysków fleszy i hałasu. Sama wystawa nazwana jest "Nieobecność". I jak sam twórca powiedział do osób przybyłych w jednym zdaniu: interesuje go człowiek oddzielony w jakiś sposób od realnego życia-śpiący, w pracy, zamyślony. Sam artysta również sprawia wrażenie trochę pozbawionego energii, jakby obecnego ciałem tylko. Lecz duch wraca do realiów życia, gdy widzi przyjaciół - skromnie ubranych młodych ludzi - na oko też artystów. Rozmawiają sobie, o tym kiedy kto ma w tym roku dyplomy i jakie tam wystawi swoje prace. Widać znają się dobrze, ponieważ znają też wzajemnie i swoje prace -nawet z tytułów. Jeden obraz jest dwustronny i na kółkach. Z jednej strony jest opuszczone posłanie ("Łóżko Kate"), a z drugiej strony sama jeszcze zaspana Kate - ziewająca i sprawiająca wrażenie bycia jeszcze na pograniczu snu ("Kate"). Obraz zabieram z sobą do wnętrza między ludzi popijających wodę lub wino (skojarzenie mam z Chrystusem, ponieważ niektórzy, w tym i ja wlewają kieliszek wina do wody). "Niech sztuka będzie między nami i nie oddzielona od nas" - tak wyjaśniam. Artysta widać, że się z tego cieszy, iż choć dwie prace towarzyszą rozmowom gości. Reszta obrazów zostaje w przedsionku w ogromnym i wysokim na dwie kondygnacje foyer. Jak się dowiaduję, dwa z tych obrazów były również na kółkach i stanowiły całość podobnie jak tamten. Lecz z racji miejsca wystawy (czy raczej braku miejsca) zostały rozdzielone i powieszone nad schodami. Idąc więc na piętro tego finansowego przybytku oglądamy coraz to inne dzieła. Rozdzielone obrazy - to również opuszczone łóżka, jeszcze nie pościelone i pozostawione przez właściciela. Ciepłe, pełne marzeń sennych, które przed chwilą snuł w nim właściciel. Problem niebytu, odejście od realności, granica jawy i snu (szeroko ziewająca Kate), głębokiego snu ("Śpiąca królewna" z kartką nad łóżkiem "Nie zaśpij do pracy - Kris".) I sprawiający wrażenie podobne do nich właściciel tych dzieł - nieobecny, nieśmiały, małomówny. Uśmiechnął się tylko na widok swych kolegów - dobrych znajomych i mnie -targającą zespolony obraz (będący "dwa w jednym" - jak szampon i odżywka - w moim skojarzeniu z reklamy).Sam Kuba - rozmawia tylko chwilę z dyrektorem banku popijając przygotowane przez firmę cateringową potężną (chyba półlitrową ) szklanicę z wodą. Nie wiem dlaczego zaznaczono na spotkaniu, że ta woda serwowana jest na specjalne życzenie firmy - i miała być źródlana i niegazowana. Novum na wernisażu, ale bardzo mi się podobające. Spodobało się to również pewnemu młodemu spragnionemu człowiekowi, w wieku lat aż około trzech. Jest to synek jednego ze znajomych artysty, który przyszedł na wernisaż z rodzicami, aby wcześnie zaczął doceniać sztukę. Grzecznie oglądał obrazy i uczestniczył w rozmowach, uważnie słuchając. Dobrze wychowane dziecko artystów - plastyków. Trochę mnie przeraziło, iż taka mało komercyjna sztuka została wystawiona w takim miejscu. A może właśnie jest to jakieś panaceum na materialistyczne podejście do życia? (Mniszka Brudnica)